118/20 Listy pełne marzeń Magdalena Witkiewicz




Pomyślcie sobie jakby to było mieć moc spełniania życzeń.
Już?
Czujecie tę moc, że spełnia się wam to o czym pomyślicie?
Nie!
Wróć!
Spełnić jedno upragnione życzenie jakiegoś dziecka które wierzy w jego spełnienie.
Wiecie że macie taką moc!
To do dzieła …! ale wracając do książki …

“-Ty powinnaś być żoną Świętego Mikołaja! - powiedziała Adela.
-Święty Mikołaj była kobietą - stwierdziła autorytarnie Marylka Jędrzejewska.”


Jak to jest być świętym Mikołajem? Ale nie, nie myślcie o tym gościu w czerwonym stroju z brodą, a raczej o kimś, kto czyta listy pełne dziecięcych marzeń, a czasem bardzo przyziemnych potrzeb. Właśnie w posiadaniu takiej wiedzy, o dziecięcych życzeniach jest Marylka, i wyobraźcie sobie ona te małe i większe marzenia pomaga zrealizować. Nie sama oczywiście, ale zawsze wie do kogo się udać, żeby pomoc otrzymać.

Ale jak odbywało się to realizowanie marzeń i jak doszło do tego że Marylka miała pełno swoich dzieci rozsianych po świecie, do których mogła zawsze odezwać się po radę i pomoc tego dowiecie się z tej pięknej historii z zapachem świąt w tle.

“Kiedyś Marylka przyszła z pakunkiem. Dość spory kartonik, owinięty szarym papierem i ozdobiony kolorową włóczką.
– A co to jest? - Gertruda zmrużyła oczy.
– Prezent.
– Ale Mikołaj przychodzi dopiero w grudniu.
Maryla się roześmiała.
Ale ja kocham dawać prezenty i do grudnia bym nie wytrzymała.

A swoją drogą, skoro pani o tym wspomniała, tak sobie myślę, że zawsze zazdrościłam Mikołajowi roboty. Ten to umiał się ustawić w życiu. Maryla Jędrzejewska nie spodziewała się,że za jakiś czas sama się tak ”doskonale” ustawi i przyniesie to ze sobą bardzo nieoczekiwany dla wielu osób konsekwencje.”


Dzieci piszą o tym czego im brakuje ale i o tym czego boją się wyjawić swoim rodzicom “bo mama nie pozwala”. Wiadomo, że mamy chcą najlepiej dla dziecka ale co jeśli nie rozumieją biegnących do przodu technologii lub po prostu nie mają pieniędzy?


“- Żadnych komputerów!- krzyczała mama Jarka.
- Mamo, ale to będzie prezent… (...)
Komputer, tez mi coś!- prychnęła. - W głowie się poprzewracało. My nigdy nie mieliśmy żadnego komputera i żyjemy.
- Bo kiedyś nie było komputerów- cicho zaprotestował Jarek.
(...)
I wtedy Jarek napisał list. List do Mikołaja. Bo kto mógł mu pomóc, jak nie Mikołaj?
Dopiero po latach odkrył, jak to z tym Mikołajem było naprawdę. To nie on czynił dobro, a Pani Marylka. Która kiedyś przyszła do mamy na kawę i opowiedziała jej o ważnych ludziach. I o marzeniach. I o tym, że nigdy nie wiemy, kim będą nasze dzieci i w żadnym wypadku nie można ich blokować, gdy chcą podążać w swoja stronę. (...)
Kilka dni później na jego stole stał już komputer. (...)
Wtedy, gdy mama Jarka patrzyła na to wszystko, zupełnie nie zdawała sobie sprawy,że ta jedna, pozornie błaha decyzja zaważy na całym dalszym życiu jej jedynaka.”


Historia toczy się na dwóch płaszczyznach w czasie teraźniejszym oraz w latach 70., ale na potrzeby wniknięcia w przeszłość wielu bohaterów może to być również inny czas.
Między teraźniejszością a przeszłością powtykane są listy dzieci, by za kilka stron czytelnik mógł się dowiedzieć jak ten list pisany dziecięcą rączką ma się do dorosłej osoby, w którym miejscu na ziemi znajduje się i kim została.

Lekki i rozbrajający styl Autorki jak zwykle rozwesela i miesza nam w głowach poplątanymi dialogami. Znajdziemy również kilka cennych uwag na temat życia, pomagania, rodziny i miłości. Po zakończonej lekturze sama mam ochotę napisać list do Mikołaja, albo napisać ten list z moim dzieckiem, tylko tak żeby trafił do Pani Marylki, a nie gdzieś do Laponii.
Znacie może adres? Jeszcze nie jest za późno by taki list stworzyć, podarujmy sobie sami magię świąt
😀. Bo co jest piękniejszego niż sprawienie komuś takiego prezentu by poczuł się najszczęśliwszą osobą na świecie? Człowiek jest naładowany dobrą energia po tej historii i chciałby obdarować cały świat.

Tyle cudownych zbiegów okoliczności (albo jak kto woli intryg), uśmiejecie się jak główna bohaterka załatwia to i owo 😀 Marylka jest troszkę szalona i nie ma dla niej rzeczy niemożliwych (szczególnie w tym wieku kiedy dużo z rzeczy niemożliwych udało się zrealizować
😀, poznacie jej poplątane życie i pana Janusza, przecież musi być jakiś facet od noszenia ciężkich paczek 😀.

Historia pełna życia, listów, wielu bohaterów których ścieżki splatają się ze sobą. Pełna empatii i zrozumienia, może cukierkowa, ale czasem w szarej codzienności potrzeba nam nadziei na lepszy czas. Jak to w życiu są tu też smutne chwile, aż łza w oku może się zakręcić.

Aż serce się raduje i napełni optymizmem, że można tyle światu dać. Wystarczy tylko jak to mówi Pani Marylka „Tu pchnąć, tam nacisnąć, zadzwonić do kogoś, pogadać i już”.

Przecież to takie proste
😀.

 

Jeżeli czytałyście/czytaliście już tę książkę, proszę podzielcie się ze mną swoimi wrażeniami.
Jeżeli jeszcze nie miałyście/mieliście okazji zapoznać się z jej treścią,
może moja opinia Was do tego skłoni. 

Czekam na Wasze komentarze.


tytuł: Listy pełne marzeń
autor: Magdalena Witkiewicz
data wydania: 28 października 2020
wydawnictwo: Filia
ilość stron: 364
ocena: 9/10
recenzja: Róża

 


 

Komentarze

  1. Nie czytałam za dużo książek M. Witkiewicz, ale te które przeczytałam nie za bardzo trafiły w mój gust. Najbardziej podobała mi się ksiażka, którą autorka napisała w duecie z N. Sochą "Awaria małżeńska", ale może jeszcze kiedyś dam jej szansę.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz