16 Popielate laleczki Hanna Greń


Powinno się ufać osobie, którą się kocha,
 i to nawet wbrew całemu światu.


Witam Was serdecznie!
Dzisiaj chcę wam zaproponować "Popielate laleczki"Hanny Greń. Jest to piąty, a zarazem ostatni tom serii "W trójkącie beskidzkim".  Większość czytelników miała już okazję zapoznać się z twórczością pani Hanny i wie, że po jej książki można sięgać w ciemno, zwłaszcza jeżeli lubi się czytać kryminały z wątkiem obyczajowym. Ja bardzo lubię takie książki. W "Popielatych laleczkach" będzie się bardzo dużo działo, gdyż trup ściele się gęsto, a widoków na odnalezienie sprawcy brak. Wydawca tak rekomenduje powyższą pozycję:

Dwudziestoletnia Beata Szymanowska, nazywana zdrobniale Tulą, przypadkowo otwiera wiadomość adresowaną do swojej matki, Astridy, i dowiaduje się, że ta jest szantażowana i że zgodziła się zapłacić żądaną kwotę. Tula nie wie, jakie informacje mógłby ujawnić prześladowca, jednak nie zamierza się z tym godzić i postanawia włączyć się do akcji. W imieniu matki umawia się z mężczyzną na spotkanie – ma zamiar je nagrać i zastosować odwrotny szantaż – ona nie upubliczni nagrania, jeśli mężczyzna zostawi jej matkę w spokoju. Po przybyciu na miejsce okazuje się jednak, że siedzący tam mężczyzna jest martwy.
Po trzech latach sytuacja się powtarza. W poczcie Asty znowu pojawia się wiadomość z żądaniem pieniędzy i znowu Tula przejmuje kontrolę, lecz i tym razem w umówionym miejscu zastaje leżące na ulicy zwłoki.
Aspirant Mirosław Ostaniec z zapałem zabiera się za rozwiązywanie swojej pierwszej samodzielnie prowadzonej sprawy. Wspólnie z komendantem Konradem Procnerem znajdują kolejne powiązania pomiędzy zamordowanymi mężczyznami. Tymczasem Tula dochodzi do własnych wniosków – dobrze zna osobę, której mogło zależeć na „uciszeniu” szantażystów. Postanawia za wszelką cenę chronić matkę, mimo że Asta zachowuje się coraz dziwniej…

Piąty, ostatni tom kryminalnego cyklu W Trójkącie Beskidzkim!



Wstyd się przyznać, ale książka przeleżała na półce kilka miesięcy i dopiero w ten weekend ją przeczytałam. Jest to pamiątka po spotkaniu autorskim z panią Hanną, które odbyło się w Kętach 30.09.2018 r., tuż po premierze "Popielatych laleczek". 
Fabuła porwała mnie od pierwszych stron. Tajemnicze anonimy z szantażem, które otrzymywała Astrida oraz ginący mężczyźni, którym ktoś podcina gardło, brzmi makabrycznie dla czytelnika, ale co ma na to powiedzieć Tula, która znajduje denatów? Pani Hanna i tym razem wyprowadziła mnie na manowce. Już wydawało mi się, że wiem kto jest mordercą i dziwiłam się, że tyle stron pozostało jeszcze do zakończenia książki. Jednak przewrotność losu i nieoczekiwane nowe dowody, sprawiły że zakończenie książki pokazało, iż jestem w wielkim błędzie. Dużo poszlak, mylnych tropów spowodowało, że źle wytypowałam sprawcę. Całe szczęście, że nie jestem śledczym, bo marny byłby los prowadzonych przeze mnie śledztw. Przyznaję, że wątek kryminalny wciągnął mnie i musiałam książkę doczytać do końca, gdyż nie dawała mi spokoju nie rozwiązana sprawa.
Oprócz śledzenia postępów śledztwa, mogłam przyjrzeć się życiu prywatnemu policjantów. Z uwagi na mocno zarysowany wątek obyczajowy, miałam możliwość dostrzeżenia w policjantach zwykłych ludzi, którzy tak jak my mają swoje troski i radości. Nie zawsze ich życie jest usłane różami.
Warto też zwrócić uwagę na  sprawę tajemnic, niedomówień, które potrafią w najmniej oczekiwanym momencie wypłynąć na światło dzienne i uderzyć ze zdwojoną siłą w osobę, której dotyczą i jej najbliższych. Sprawy nie zamknięte i niewyjaśnione potrafią się mścić, o czym przekonała się Astrida, matka Tuli. Brak szczerej rozmowy z mężem po tragicznym wydarzeniu, którego była ofiarą, sprawił że dała się zastraszyć szantażyście. Autorka ponownie zwraca naszą uwagę na szczerą rozmowę, która potrafi uchronić nas od niepotrzebnych kłopotów. W tym miejscu nasuwa się pytanie - co jesteśmy w stanie zrobić, by uchronić swoich najbliższych przed złem, które nas otacza. No to pytanie znajdziecie odpowiedź w książce.



 Musiało minąć wiele lat, żeby do mnie dotarło, 
że cierpień nie można dzielić na mniej czy bardziej ważne, 
bo każde z nich w jakimś stopniu okalecza.



Jeżeli lubicie kryminały, które wodzą was za nos, podrzucane są fałszywe tropy a tempo akcji z każdą stroną przyspiesza, to "Popielate laleczki" są dla was. Dodatkowym bonusem będzie wątek obyczajowy, w którym przyjrzycie się nie tylko relacjom damsko - męskim, ale również relacjom rodzic - dziecko. Poznacie mroczne sekrety bohaterów, które nieoczekiwanie ujrzą światło dzienne. Nie zawsze będzie podobało się wam postępowanie Tuli i Astridy, a postępowanie tych pań niejednokrotnie podniesienie wam ciśnienie i będziecie chcieli nimi wstrząsnąć, by w końcu zeszły na ziemię i zachowywały się jak należy. Pani Hanna w "Popielatych laleczkach" zaserwowała całą gamę emocji, która nie pozwoli wam odłożyć książki zanim jej nie przeczytacie do końca. I tylko jedno mnie martwi, że to już ostatnia część "Trójkąta beskidzkiego", ale wszystko co dobre kiedyś się kończy. 
Z pewnością sięgnę po kolejne książki pani Hanny.   


Książka bierze udział w wyzwaniach czytelniczych organizowanych przez  poligon domowy oraz pośredniczkę książek.


Jeżeli czytałyście/czytaliście  już tę książkę, proszę podzielcie się ze mną swoimi wrażeniami.
Jeżeli jeszcze nie miałyście/mieliście  okazji zapoznać się z jej treścią, może Was 
moja opinia do tego skłoni. 

Czekam na Wasze komentarze. 

tytuł: Popielate laleczki t.5
cykl: W trójkącie beskidzkim
autor: Hanna Greń
wydawnictwo: Replika
data wydania: 18 września 2018
ilość stron: 368
ocena:8/10

Z cyklu "W trójkącie beskidzkim" przeczytałam


Komentarze

  1. Muszę wreszcie zacząć nadrabiać poznawanie twórczości tej autorki. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam jeszcze żadnej książki tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cała Hanna Greń jeszcze przede mną. I już nie mogę się doczekać tej przygody :)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza